Przez centrum Bydgoszczy przebiega 18 południk długości geograficznej wschodniej: od kościoła Zbawiciela przy ul. Warszawskiej do Nowego Rynku wzdłuż lewego brzegu Brdy po wschodnią część Wyspy Młyńskiej.

Południk jest jedną z wielu prób unaocznienia czasu. „Chwyta” te miejsca na ziemi, które w tym samym momencie mają ten sam czas. Południk 18º jest szczególny, bowiem w kulturze europejskiej stanowi powszechnie uznawaną granicę w indywidualnym czasie każdego człowieka: między beztroską młodzieńczością a odpowiedzialną dojrzałością. Wyznaczenie 18 południka też z jednej strony ma charakter radosnej zabawy, a z drugiej – poważnej i odpowiedzialnej budowy więzi międzyludzkich ponad granicami politycznymi i przeszkodami geograficzno-przyrodniczymi (odległość, góry, rzeki, morza).

Szczególność 18 południka polega też na tym, że w kartografii jest to południk osiowy odwzorowania układu 2000 dla pasa 8 według systemu WGS 84. Oznacza to, że jest to linia styku walca, służącego do wykreślenia mapy płaskiej. Oprócz południka bydgoskiego w Polsce rolę taką spełniają: południk szczeciński, warszawski i białostocki. Południk pomaga również w orientacji przestrzennej. Odległość z Bydgoszczy do bieguna północnego wynosi 4 109 357 km, do bieguna południowego 15 894 917 km, a równika 5 892 780 km.

Naszym celem jest skupienie wszystkich ludzi na świecie, mieszkających na tej długości geograficznej oraz oznaczenie jego przebiegu.

Zapraszamy miejscowości związane z 18 południkiem do oznakowania przebiegu tej linii. Formy są dowolne. Prosimy o dokumentację, bowiem sporządzimy Światową Księgę 18 Południka.

Tworzymy rejestrowane Bractwo 18 południka i prosimy o wydelegowanie przedstawicieli. Adres e-mail: 18poludnik@gmail.com

20 lipca 2011

Marek Pankanin  
Zdobyć 18 południk. Wyprawa rowerowa

Do Bydgoszczy dotarliśmy późno, dopiero wieczorem po godz. 20.00. Pięć obładowanych rowerów mignęło przez ciche miasto na miejsce ustalonego wcześniej startu. Uspokajająco podziałała na nas aura bydgoskich ulic. Na Starym Rynku czekali entuzjaści wyprawy, zaciekawieni naszą inicjatywą mieszkańcy Bydgoszczy. Ustawiliśmy rowery na linii 18 południka. Oficjalnie przywitał nas prezes Bractwa 18 Południka Stefan Pastuszewski. To dzięki jego staraniom oraz Towarzystwu Inicjatyw Kulturalnych ma miejsce tyle ciekawych inicjatyw w Bydgoszczy, do której można zaliczyć również naszą. Ku naszemu zadowoleniu przyszli również członkowie Bractwa Inflanckiego. Wręczono nam flagę Bydgoszczy oraz list wspierający wyprawę. My z kolei wręczyliśmy kilka numerów miesięcznika Poznaj Świat, który promujemy tę wyprawą. Wszyscy zebrani życzyli nam pomyślności na drodze.

Pojechaliśmy w piątkę, Ola Kleban była jedyną kobietą w naszym gronie. Poza nią byłem oczywiście ja, nasz nawigator: Grzegorz Brodowski, oraz dwóch moich braci: trzynastoletni Piotr i trochę starszy od niego Adam.

Piątek chylił się ku końcowi, gdy oficjalnie rozpoczęliśmy wyprawę 18 południka. Miodowe światło zachodu słońca towarzyszyło nam jeszcze podczas przeprawy na północną część miasta i tak, jak założyliśmy, kierując się 18 południkiem przejechaliśmy ulice: Warmińskiego, Dworcową, Sienkiewicza, Śniadeckich, Plac Piastowski, Wielińską, Mazowiecką, Żółkiewskiego, Rycerską, oraz Rynkowską. Po drodze odwiedzaliśmy istniejące już oznaczenia 18 południka na wyspie Młyńskiej, na Dworcowej 62 oraz na Placu Poznańskim (Bar Gryf). Docierając do końca ulicy Rynkowskiej pozostawiliśmy miasto za sobą. Otoczył nas las, a wraz z nim zupełny mrok. Poruszaliśmy się na przełaj robiąc zygzaki, często przecinając nasz południk. Wraz z Grzegorzem ustalaliśmy trasę na bieżąco.

Przejeżdżaliśmy przez najróżniejsze drogi: od ugruntowanych, wyasfaltowanych, poprzez zupełnie zielone, trawiaste lub piaszczyste ścieżki. Kilka razy zdumiały nas przydrożne aleje w samym środku lasu, a gdy zbliżaliśmy się do skraju lasu, zaskoczył nas jasny jeszcze wieczór, później noc oświetlał księżyc w pełni. W samym jednak lesie skazani byliśmy na światła rowerowe. To było ciekawe doświadczenie. Entuzjazm z pedałowania ostudziła dopiero późna godzina i nasze zmęczenie. Postanowiliśmy poszukać pierwszego noclegu. Trafiliśmy idealnie. Dotarliśmy do miejscowości Bożenkowo – leżące nad pięknym zakolem rzeki Brdy. „Użyczyło” ono miejsca dla naszych dwóch namiotów nad samą wodą



Po przebudzeniu spotkały nas dwie niespodzianki. Pierwsza zła, ponieważ od rana padał rzęsisty deszcz. Druga dobra, ponieważ właśnie w tym miejscu i w tym czasie zebrały się Bożeny i Bożenny z całej Polski na swój trzeci ogólnopolski zjazd. Deszcz opóźnił nasz wyjazd do południa, jednak rozweselone Bożeny, oraz Bożenny, które w strojach ludowych zdominowały tę okolicę, uatrakcyjniły nam wyczekiwanie na lepsze warunki pogodowe.

Ruszyliśmy 19 kilometrów do Koronowa. Tam przywitała nas wesoło grupa mieszkańców z Jolantą Kaufman-Blank na czele. Przyjechaliśmy zmoczeni na dworzec PKS. Zarządziliśmy odpoczynek. Wraz z Grzegorzem odwiedziliśmy słynny pocysterski Kościół p.w. Wniebowzięcia NMP. Interesującym jest fakt, że do wnętrza świątyni wchodzi się schodami w dół. W Koronowie niespodziewanie swoją wyprawę zakończyła Ola.

W zmniejszonym już składzie, lecz nadal pełni entuzjazmu, ruszyliśmy dalej na podbój pobliskiego zamku w Nowym Jasieńcu. W miejscowości tej kończyło się dawniej Królestwo Polskie. Obecnie można podziwiać wiekową drewnianą kuźnię z XIX wieku z ciekawym podcieniem, zabytkowe zabudowania gospodarcze. Sam zamek znajduje się nad jeziorem Nowojaśnieckim i jest na terenie prywatnym.

    Od pewnego czasu poruszaliśmy się drogą asfaltową, trzymając się jak najbliżej linii południka. Z Bożenkowa, aż do Serocka natrafiliśmy na Międzynarodową Trasę Rowerową R–1.

      Od początku wyprawy nawigował nas Grześ. Przygotowaną wcześniej trasę w GPS-ie porównywaliśmy na bieżąco z papierowymi mapami. Dzięki temu zawsze mieliśmy podgląd tego, gdzie jesteśmy i jakie drogi nas czekają. Liczyliśmy, że w ten sposób odkryjemy nowe, ciekawe miejsca. Takim była „Wioska Chlebowa” we wsi Jania Góra, koło Świekatowa. Nieraz oddalaliśmy się nieco od południka chcąc zobaczyć coś poza drogami leśnymi, asfaltowymi czy polanami.

Przez całą sobotę podążaliśmy do wsi Cekcyn, leżącej idealnie na 18 południku. Wcześniej jednak musieliśmy naprawić nasze rowery po nocnej ulewie.

W miejscowości Bysław znaleźliśmy okolicznego mechanika, okazał się on prawdziwym rzemieślnikiem starego fachu, a jego warsztat, znajdujący się w starej stodole, to imponujący antykwariat starych narzędzi. Cudownie, że są jeszcze takie miejsca, gdzie zatrzymał się czas. Gdyby ktokolwiek znalazł się w tej okolicy i potrzebował naprawy, powinien poszukać tego warsztatu.

Po całym dniu pedałowania, obciążeni sakwami i bagażem na plecach, dotarliśmy w końcu do Cekcyna. Tam przywitał nas  Jan Bonk, radny oraz prężny inicjator działań społecznych. Odwiedziliśmy miejscowy kościół i ruszyliśmy prędko do punktu, gdzie wykonano trwałe oznaczenie 18 południka. J. Bonk opowiedział nam o rosnącym zainteresowaniu działaniami związanymi z tym południkiem.

    Cekcyn posiada w okolicy liczne rynnowe, polodowcowe jeziora. Nad jednym z nich w miejscowości Stary Sumin rozbiliśmy namioty. Nie szukaliśmy długo miejsca na nocleg. Jezioro otaczały bujne lasy borowe, a samo jezioro jakby niedotknięte „łapami cywilizacji”. Zanim się ściemniło, odwiedził nas tajemniczy wędkarz. Wypytywał o pozwolenia na przebywanie nad tym jeziorem. Okazał się właścicielem gruntu. Na szczęście zrozumiał ideę naszej wyprawy. Uznając nas za spokojną grupę, pozwolił nam zostać, a później nawet przyłączył się do rozmów przy ognisku. Proponował, aby nad każdym jeziorem, przed noclegiem poszukać właściciela i spytać się o takie pozwolenie. Widocznie okoliczne tereny nad jeziorami mają już swoich właścicieli. Kapitalizm.

     W niedzielę (19.06.2011) cudownie dopisywała nam pogoda od samego ranka. W okolicach Kowalskie Błota, niedaleko Tucholi, wjechaliśmy w sam środek Borów Tucholskich, z których rozprzestrzeniał się zapach poziomek. W miejscach, gdzie przebiega 18 południk zbudowaliśmy linie ułożone ze znalezionych pni i patyków. Chcieliśmy jak najmniej inwazyjnie pozostawić ślad naszego przejazdu.

Natrafiliśmy na skrzyżowanie, na którym każda z dróg gubiła się w runie leśnym. Ruszyliśmy, więc na przełaj, przed siebie, kierując się GPS-em. Przyznam, iż ta forma zdobywania południka podobała mi się najbardziej. Męczył nas upał i postanowiliśmy dotrzeć do najbliższej miejscowości po zapasy wody.

Niebieski szlak poprowadził nas do miejscowości Biała, do Rezerwatu Rzeki Stążki. W samym środku lasu zaskoczyło nas niezwykłe miejsce. Woda bijąca ze źródeł była tak zimna jak w górach i dodatkowo pyszna w smaku, otoczona bujnymi drzewami wiła się meandrami na piaszczystym dnie. Cudowne. Na trasie, właśnie przy samej rzeczce, znajduje się Szlak Partyzantów Armii Krajowej z okopami słynącymi z doskonałego kamuflażu.

Wieś Biała, choć kameralnie piękna, nie zaspokoiła naszego ogromnego pragnienia. Przywitali nas za to entuzjaści naszej wyprawy z okolicy: Maria i Paweł wraz z małym synkiem Filipem.

Po przeprawie leśnej, ruszyliśmy ponownie drogami asfaltowymi, do oddalonej o 5 kilometrów wioski Rzepiczna. Mijaliśmy liczne leśne jeziora, ale wodę załatwiliśmy od miejscowej właścicielki sklepu.

Rzepiczna zadowoliła nas na wszystkich poziomach naszych oczekiwań, poza ciągłym pragnieniem wody, zaspokoiliśmy nasz głód odkrywania. Miejscowość ta leży idealnie na 18 południku, posiada świetnie zachowane domy drewniane o zabudowie zrębowej. W okolicy znajduje się system nawadniający i trzy małe akwedukty. Po wsi jeżdżą konie z okolicznej stadniny. Mieszkańcy, kiedy tam dotarliśmy, zbierali się właśnie w tamtejszej świetlicy. Ich zainteresowanie naszą wyprawą myślę, że posłuży do wspólnych działań pod hasłem Pod osiemnastym....

Po krótszym wypoczynku w Rzepicznej, ruszyliśmy do miasta Czersk. Po drodze przystanęliśmy na posiłek nad jeziorem w miejscowości Ostrowite. Tam zastała nas groźna burza. Postanowiliśmy ją przeczekać. Do samego Czerska ulewa nie dawała za wygraną, przez 8 kilometrów gnaliśmy w mocnym deszczu.

Obliczyliśmy całą trasę na 4 dni, a mieliśmy jedynie za sobą dwa. Zakładana odległość 248 kilometrów nie wydawała nam się nie do pokonania. Jednak forma przeprawy, jaką wybraliśmy oraz niesprzyjająca pogoda zadecydowały, że wyprawę podzieliliśmy na dwie części. Pierwszy etap skończył się 19 czerwca 2011 roku w Czersku. Następny ma zacząć się w Czersku i zakończyć w Białogórze nad Bałtykiem. Trasę podzieliliśmy na województwa, którą w przyszłości miejmy nadzieję połączy 18 południk.

II etap planujemy na ostatni weekend lipca.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz